Do tego ślubu nie potrafię podejść bez emocji… tak to jest gdy ktoś pojawia się w naszym życiu…. i w nim już zostaje. Od samego początku maile jakie wymieniałam z Gosią nie były typową korespondencją biznesową. Jej otwartość, ciepło, sposób pisania powodowały, że na email’e czekałam z niecierpliwością i czytałam je z wypiekami. I tak od maila do maila… stałam się częścią przygotowań. Poczułam się jak przyszła druhna zaangażowana w organizację… Piękne.

Od dnia ślubu minęło już kilka miesięcy, a maile czytam nadal z wypiekami… popijając najlepszą Afternoon Tea EVER, pamiątkę z naszego pierwszego spotkania twarzą w twarz ;) .

I nadszedł dzień ślubu. Z pozoru mogło się wydawać, że wszystko idzie ‚nie-tak’… ale cudowna atmosfera, ciepło ludzi, magia miejsca i oczywiście moja wyjątkowa Panna Młoda sprawiły, że tego deszczowego sierpniowego dnia nie zapomnę nigdy. Przeżywałam jakbym to ja była Panną Młodą.

A ten deszcz. To był jeden z piękniejszych deszczowych dni. Nie wyobrażam sobie, żeby go mogło nie być.

ps. Szkoda, że herbatka w puszcze się już kończy. ;)

ps2. #whenbridebecomeafriend

ps3. Gosiu moja kochana – wpis miał pojawić się w dniu Twoich urodzin (mam nadzieję, że wybaczysz te 3 dni opóźnienia): jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Kochaj. Nie rezygnuj ze swoich marzeń. I nigdy się nie zmieniaj.

Miejce: Willa Tadeusz w Lanckoronie
Dekoracje: Bello Matrimonio
Makijaż i włosy: Maria Florczyk