Wiem, że na tej jednej sesji się nie skończy. Na jednym spotkaniu na ślubie. Tak to jest jak poznając ludzi podczas pierwszego spotkania, podczas pożegnania już nie mogę doczekać się dnia ich ślubu. Gdy w dniu ślubu zostaję ‚adoptowana’ przez tatę Panny Młodej, a do domu dostaję ‚wałówkę’ jak od kochanych rodziców. I najlepszą na świecie nalewkę ;) Tak, tak…. troszkę została przekupiona….. a może to ja się wkupiłam w łaski rodziny?

Na sesję było wiele pomysłów, ale niestety deszczowy październik popsuł nam plany kilkukrotnie. Może i dobrze ;) Przynajmniej spędziliśmy cały dzień razem. Joanna przygotowała herbatkę do termosu, uskuteczniliśmy spacer po lesie błędowskim i znaleźliśmy piękny koniec świata z nieziemskim młynem ;) Uwielbiam takie dni…