Czekaliśmy na prawdziwą zimę, czekaliśmy… no i w końcu się doczekaliśmy. Ale było warto. Zima dopisała, humory też, więc tą sesję na pewno będę długo i mile wspominała. Ewa czarowała swoim niesamowitym uśmiechem, a uroczy mąż Krzyś dzielnie wspomagał nas w realizacji pomysłów. I co najlepsze – było obiecane ognisko <JUPI>

Leave A

Comment